Mój Blog

Pisarz pisze. Jeśli chcesz być pisarzem, pisz

Pokochaj ostatnie dni 2020 roku

Zaczyna się grudzień, a ja ciągle słyszę wokół siebie słowa: „Niech ten rok już się skończy!”. Sama złapałam się, że to mówię.

Mam wrażenie, że to najdłuższy rok w historii. Każdy dzień przypomina poprzedni.

Ostatni miesiąc 2020 roku może jeszcze bardziej się ciągnąć, gdy liczba zakażeń wirusem poszybuje po Dniu Dziękczynienia, kiedy to mnóstwo osób zignorowało zalecenia, żeby spędzić to święto w małym gronie – ich lekkomyślność naraziła nas wszystkich.

Wszyscy mamy już tego dość. Maseczek. Dystansu społecznego. Siedzenia w domu. Nie możemy jednak zrezygnować z tych obostrzeń. Im lżej będziemy je traktować, tym dłużej będą obowiązywać. A przecież to wszystko nie skończy się 1 stycznia, gdy rozpocznie się nowy rok. Ani w dniu, w którym pojawi się szczepionka.

Tak, wiem, że to trudny czas. Tak trudny, że ktoś skomentował: „2020. Scenariusz: Stephen King, reżyseria: Quentin Tarantino”. Inny internauta dodał: „A co, jeśli 2020 to tylko zwiastun 2021?”.

Rzeczywiście, trwający wciąż rok to okres niemal biblijnych plag. Pożary lasów. Pandemia, która zabiła ponad 250 tysięcy Amerykanów. Wstrząsy polityczne. Kraj rozdarty na pół. Brutalność policji, protesty i szabrownictwo. Zmarli Kobe Bryant, Ruth Bader Ginsburg, George Floyd i John Lewis. Zamknięto nasze ulubione restauracje, sklepy i bary – część z nich na zawsze.

Wszystkich nas dotknęły osobiste cierpienia. We wrześniu umarł mój bratanek Michael. Miał dopiero trzydzieści cztery lata. W niedzielę, cztery dni przed Dniem Dziękczynienia, niespodziewanie odszedł mój kuzyn Rusty. Był tylko kilka lat starszy ode mnie. Obie rodziny są zrozpaczone.

W 2020 roku moja siostrzenica wyszła za mąż, ale żadnego z nas nie było na jej weselu. Nie mogliśmy urządzić zjazdu rodzinnego, więc rodzeństwo widziałam tylko na platformie Zoom. Nasze wnuki nie mogą bawić się z przyjaciółmi, chodzić do szkoły, uprawiać sportu ani uczestniczyć w spotkaniach towarzyskich.

A mimo to wciąż powtarzam sobie, że nasi rodzice i dziadkowie poświęcili i przetrwali znacznie więcej.

Życie w trybie przetrwania pokazuje ci, kim naprawdę jesteś, i hartuje cię na zawsze. Odziera cię z wszelkich przywilejów, aż docierasz do swojej najgłębszej istoty i odkrywasz swoją prawdziwą moc.

W tym roku wszyscy żyjemy w trybie przetrwania.

Niedawno natknęłam się na cytat autorstwa Louisa Zamperiniego, bohatera książki Unbroken: A World War II Story of Survival, Resilience and Redemption i filmu Niezłomny.

Podczas drugiej wojny światowej jego samolot B-24 musiał wodować na otwartym oceanie. W 1943 roku Zamperini spędził czterdzieści siedem dni, dryfując na Pacyfiku. Został jeńcem wojennym, a Japończycy więzili go i torturowali przez dwa lata. Louis napisał:

Ludzie mówią mi: „Jesteś takim optymistą”. Czy ja jestem optymistą? Optymista mówi, że szklanka jest w połowie pełna. Pesymista mówi, że szklanka jest w połowie pusta. Człowiek nastawiony na przetrwanie jest praktyczny. Mówi: „Co za różnica, po prostu napełnij tę szklankę”.

Ja będę napełniać moją szklankę radykalną wdzięcznością.

Wdzięczność to coś więcej niż puste formułki powtarzane w Dzień Dziękczynienia. Wdzięczność nie neguje, że doświadczamy głębokiego cierpienia – tracimy ukochanych bliskich, satysfakcjonującą pracę czy stałe wynagrodzenie. Wdzięczność to zdecydowana i wojownicza postawa, jaką przyjmujemy wobec życia. To decyzja, żeby kochać życie jako całość, nawet jeśli jest trudne, napawa nas smutkiem albo budzi w nas złość.

Ciągle powtarzam wnuczętom, żeby cieszyły się 2020 rokiem, bo taki rok już nigdy się nie powtórzy. Nie ma na to szans. Pewnego dnia opowiedzą swoim wnukom o tym, że przetrwały pandemię – że nie mogły chodzić do szkoły, musiały nosić maseczki i dezynfekowały dłonie tak często, że piekła je skóra.

Czy ten rok jest dobry czy zły?

Jest rozwijający.

W tym roku moja bliska przyjaciółka Arlene straciła mamę, która zmarła na COVID-19. W zeszłym tygodniu Arlene doczekała się pierwszego wnuka.

Czy ten rok jest dobry czy zły?

Podoba mi się przesłanie haiku XVII-wiecznego samuraja i poety Mizuty Masahidego:

Spłonęła stodoła…
teraz widzę księżyc.

Dawna rzeczywistość runęła. Nasze preferencje. Nasze oczekiwania. Nasze marzenia i nadzieje. Nasze cele i plany. Nasza stodoła spłonęła. Śmierć dwóch bliskich osób złamała mi serce. A strach szepcze mi do ucha, że rok jeszcze się nie skończył. Mimo to nie zamierzam tracić grudnia na wpatrywanie się w zgliszcza 2020 roku. Pozwalam mu zacząć ten miesiąc od nowa, z czystym kontem. Wybieram radość, która podpowiada, żebym spojrzała w niebo; radość, która wciąż dostrzega i podziwia majestat księżyca – bez względu na to, jak ciemna noc panuje wokół.