Mój Blog

Pisarz pisze. Jeśli chcesz być pisarzem, pisz

Jak ma brzmieć twój nekrolog?

Nie ma to jak dobry nekrolog, prawda? Mówię o tekstach szczerych aż do bólu, po których zmarli turlaliby się w grobie ze śmiechu, gdyby mogli je przeczytać.

W zeszłym tygodniu trafiłam na jeden z nich na Facebooku. Już pierwszy akapit pokazuje, dlaczego stał się hitem internetu:

Margaret Marilyn DeAdder, profesjonalna kolekcjonerka kuponów zniżkowych, wypiekaczka ciasteczek, prawdziwy postrach za kółkiem, obrończyni najsłabszych, bezlitosna karciarka i, jak sama o sobie mówiła, Jaśnie Pani Cholera, zmarła we wtorek 19 stycznia 2021.

Miała 78 lat.

Nekrolog ukazał się w dzienniku „Chronicle Herald” wydawanym w Halifax w kanadyjskiej prowincji Nowa Szkocja. Obok widniało zdjęcie przedstawiającą zmarłą jako młodą kobietę palącą fajkę. Tekst napisał jej syn Michael, redakcyjny rysownik. Jego mama, na którą wszyscy mówili Marylin, umarła po długiej walce z chorobą Alzheimera.

Marylin kochała wszystkie dzieci, które nie należały do niej, a swoje własne kochała w zależności od tego, jak starannie były ogolone. Po mistrzowsku pokazywała środkowy palec, nie dawała sobie wciskać kitu i śmiała się z żartów, szczególnie tych co bardziej świńskich. Nieco gorzej wychodziło jej znoszenie towarzystwa idiotów, ukrywanie pogardy i wrzucanie wstecznego biegu w samochodzie. (…) Przed ślubem szkoliła się na fryzjerkę, dlatego ciągle strzygła kogoś w kuchni, przez co pachniało tam zarówno ciastem, jak i płynem ondulacyjnym.

Gdyby zależało to ode mnie, zapachy czyjegoś życia byłyby obowiązkową częścią każdego nekrologu. Wciąż pamiętam woń rolady orzechowej pieczonej przez moją mamę i trocin w garażu taty.

Marylin była przez całe życie zajęta, ale cokolwiek właśnie robiła, zawsze miała czas, żeby zająć się też życiem swoich dzieci lepiej niż one same. Do jej zainteresowań należały: malowanie, pikowanie tkanin, pieczenie ciast, ogrodnictwo, piesze wycieczki i podpalenia.

Piękne. Michael opłakiwał jej stratę, jednocześnie wspominając jej radość życia.

Marylin uwielbiała herbatę i grzanki. Bardziej lubiła tylko odgrzaną herbatę i grzanki. Odgrzewała herbatę, po prostu włączając palnik i często o nim zapominając. Spaliła wiele czajników i niezliczoną ilość razy powodowała szkody, przez co jej dzieci nauczyły się, że wachlowanie czujnika dymu jest częścią procesu parzenia herbaty.

Podoba mi się, że wychwalał jej wady. Wielu z nas, łącznie ze mną, sądzi, że musi wciąż się doskonalić, by stać się idealnymi rodzicami i małżonkami.

Marylin zostawiła po sobie trzech niewdzięcznych synów: Michaela (Gaila), Paula i Davida (Trudy’ego), których imiona zawsze jej się plątały i których żartów nigdy nie do końca rozumiała.

Moja mama też zawsze myliła nasze imiona, nawet przed Alzheimerem. Miała jedenaścioro dzieci. Przyszłam na świat po Therese, Joan, Mike’u oraz Mary, więc często nazywała mnie Marygina.

Zakaz pogrzebów związany z epidemią COVID-19 pogłębia ból bliskich. „Ten nekrolog jest jej pogrzebem. Tylko tyle mamy” – powiedział Michael w rozmowie z podcasterem.

Marylin zawsze była sknerą, więc jej synowie podejrzewają, że postanowiła odejść z tego świata w dniu, w którym w mieście Moncton ogłoszono epidemiczną czerwoną strefę, żeby uniknąć płacenia za pogrzeb. Z drugiej strony zawsze mówiła, że nie chce mieć pogrzebu, tylko irlandzkie czuwanie przy trumnie. Nie chciała umartwiania się – wolała, żeby goście dobrze się bawili. Kiedy skończy się pandemia, spotkamy się, by z radością powspominać Marilyn. Jej rodzina prosi, byście zamiast kupować kwiaty, zrobili dla kogoś coś miłego, niespodziewanie i bez wyjaśnień.

A więc zrób coś miłego. Kochaj ludzi takimi, jacy są, ze wszystkimi ich wadami. Póki wciąż są obok ciebie, ciesz ich dziwactwami.

W zeszłym tygodniu moja przyjaciółka Barbie, która niedawno zorganizowała pogrzeb bliskiego przyjaciela, zapytała na Facebooku: „Jakie historie opowiecie na moim pogrzebie? Chcę usłyszeć kilka z nich, kiedy jeszcze żyję”.

Barbie ma pięćdziesiąt trzy lata, wyszła za mąż w wieku dwudziestu lat, a owdowiała, mając lat trzydzieści dziewięć.

Jej znajomi pisali:

Kiedy poznajesz Barbie, ta sprawia, że czujesz, jakbyście znali się przez całe życie.

Ta dziewczyna potrafi robić anioły na śniegu w bikini.

(Robi to co roku, kiedy spadnie pierwszy śnieg).

A co powiecie o przejażdżce w górach z prędkością 100 km/h w furgonetce z setką wypchanych zwierząt na desce rozdzielczej i przednią szybą, której nikt nie czyścił od roku?

Była mistrzynią życia na tysiąc procent każdego dnia. Kochała świat i ludzi. Jej językiem miłości było kochanie i inspirowanie innych.

To, jak żyjemy dziś, znajdzie się w historiach, które nasi bliscy będą nie tylko opowiadać, ale i pamiętać do końca życia. Zapewnij im dobry materiał.